Marcin Mnich Photoblog
marcin mnich
15.08.13

Zemsta

Wieś, bruk, linie, jeden gołąb, płot.
– Witamy, proszę nam opowiedzieć jak to dokładnie było.
– Dzie eń dobry, witam. Z tego co mi wiadomo, to on był bardzo dzi iwnym człowiekiem, dziwak taki dziwny, dziwny był. No ale kłaniał się, nawet jak się z nim rozmawiało w kole ejce gdzieś wie pan, to taki elokwentny był, tylko te ubrania – wiatr zawiał, trzyma kapelusz – ale to jak to mó ówią nie szata człwieka…
– Ale jak to było, z tą sprawą, wie pan.
– A no właśnie. Mówią, że – znowu zawiało, kapelusz spadł, kucnął, podniósł, otrzepał – że on chodził na spacery takie długie po osiedlu, codzie ennie i raz podczas tych spacerów zobaczył, że listonosz nie tylko do niego listy przynosi, tylko do innych też, zdrajca.

marcin mnich
16.06.13

Problem

Popołudnie, Polska, niska zabudowa, ławka, gołębie, dwie pary butów, cztery różne skarpetki.
– Jak to się robi, że dwa pokoje, kuchnia, pieluchy, zabawki, ogródek?
– Dokument, długopis, 30 lat.
– Poranek, budzik, poniedziałek, poranek, budzik, wtorek.

marcin mnich
31.03.13

Pęknięta podeszwa

Podczas wychodzenia z mieszkania miał stanąć na wycieraczce, jak zawsze, ale okazało się, że ktoś sobie z niej zrobił posłanie na półpiętrze. W sumie to to ważniejsza funkcja – pomyślał i zamknął. Na zewnątrz było około minus dwudziestu stopni. Wsiadł do windy w cienkiej letniej koszuli i lekkich spodniach. Winda, jak zwykle, popisana, śmierdzi psem, dziwny kolor i lustro z jakąś naklejką dotyczącą czegoś, a dokładniej Czegoś Ważnego. Zapalił ten przycisk który był na samym dole i liczył na to, że spotka sąsiada, który owinięty w pięć szalików pomoże uczestniczyć w scenie ciszy. Swoją drogą, czy właśnie ta cisza w windzie nie jest ciszą, nad cisze. W kieszeni lekkich spodni miał nóż kuchenny – taki zwykły, z białą plastikową rączką i nadzieją, że się nie złamie podczas smarowania masła. Wysiadł z windy, znalazł na metalowych skrzynkach numer, wsadził nóż, zaczął grzebać i zemdlał – skrzynki uderzyły w drzewo, wpadając w poślizg.

marcin mnich
14.02.13

Nauka

Był pomarańczowy dzień, wysoka godzina, świeciły głośne promienie miękkiej wiosny.
– Kurde, a jak mu się coś zrąbało w kodzie? No wiesz, bug jakiś jak w algorytmach, że raz na milion się sypie i nie wiadomo dlaczego, coś jak to 21 gram, tylko inaczej trochę.
– i co, tak mu się po prostu kod zrąbał i teraz gada od rzeczy?
– a może to nam… nie, bez sensu….

marcin mnich
27.12.12

Rewolucja

Możesz jechać po torach, tak jest szybciej tam gdzie możesz wymyślić, że chcesz być. Możesz nie jechać po torach, tak jest szybciej tam gdzie nie możesz wymyślić, że chcesz być.

marcin mnich
28.11.12

Z myśli stop

Myślę o wodzie, o kamieniach, o zmienności, tożsamościach i sieciach. Myślę o bitach, mapach, losowości i statkach. O poziomach, wolnym elektronie, i o niej – o myśli.

marcin mnich
23.11.12

Zapytaj wydrę o godzinę

Farba na drodze była już tak zdrapana, że można było z niej układać napisy, a że od dawna nic nie jechało, dzieci zdążyły ułożyć ich kilometr. Było tam napisane o babciach, o dziadkach, kaczkach i strzelaniu z łuku. Wydawało się jej, że można tak iść i czytać cały dzień, ale usłyszała głośny pisk zza starej czerwonej szopy. Nie miała we krwi strachu, strachu w oczach i ból w uszach. Ból tak silny, że nie mogła wychylić się zza rogu. Przestało. Przestało i był tam tylko pień, a na pniu gruszki – dwie gruszki jedna zielona. Powstały ze zmiany ciśnienia, szczeliny drewna i kawałka rdzy.

marcin mnich
11.11.12

Numer konsekwencji

Postawiła dwie puste szklanki, nalała soku pomarańczowego, który właśnie zerwała w ogródku. Usiadła, poprawiła obrus, zrzuciła listek, oparła się, popatrzyła na niego i powiedziała – teraz, wyobraź sobie świat bez prestiżu.