Odpływ
Szedł chodnikiem Erik Helman i zastanawiał się szeptem, czy w kartach stawiać na jedną się powinno, czy to tylko zły pomysł.
Szedł chodnikiem Erik Helman i zastanawiał się szeptem, czy w kartach stawiać na jedną się powinno, czy to tylko zły pomysł.
Długo myślał, czy o tym wszystkim powiedzieć. Myślał czy w ogóle komukolwiek o tym powiedzieć - teraz stał z lekko przymrużonym okiem dłubiąc wykałaczką w zębach. Zawiesił wzrok na kuble sąsiadów i pomyślał, że nawet jeśli ktoś to zrozumie, to przecież nie zrozumie tego. Trudno, pomyślał i wrócił do siebie.
Bardzo skrupulatnie rozpisał każdy krok, zajęło mu to pięć miesięcy, czterysta dwie strony i piętnaście rolek do maszyny. Wstał, użył swoich czterech nóg i wychuchał kawałek siarki. Odpalił kawałek patyka na który przykleił wychuchaną siarkę i podpalił wszystko co zrobił. Draskę kupił za oszczędności z piętnastu dni, piętnastu pokoleń. Była to najdroższa rzecz jaką mógł kupić, jaką mógł dostać w świecie bez ognia.
Woda podeszła do dziewiątego piętra, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy bez ruchu oglądali przestawienie.
Zrobił dwudziesty kilometr, dwudziestego dnia.
Rysiek miał 15 lat i nalegał by spać w domu, odstraszały go zapach wilgoci i ciemność. Chciał, jak wcześniej spać w swoim łóżku. Łóżku które tuż przed świtem przysypał gruz.
Dziadek powiedział, że jego ojciec też był bardzo cierpliwy, potrafił naprawiać pogodę wzrokiem. Był nawet lepszy od żółwi, które przez 3 dni mogły wpatrywać się w jedno miejsce. Podobno takie miejsce było później święte, co w prostej linii wskazuje na wielką moc pradziadka. Hasida nie obchodziły jednak miejsca, żółwie, czy nawet święci, on po prostu żył i bardzo dobrze wiedział co zrobić z pokładami cierpliwości.
Bierzesz lornetkę, lunetę, czapkę i koc. Otwierasz pierwsze drzwi, drugie, kłódkę i okno. Wiesz, że będzie tak jak wczoraj, przed wczoraj, dwa dni temu i rok, a masz wciąż ten sam uśmiech, ironię i wzrok.
Usiądź, opowiem Ci o zamkniętych głowach w otwartym kraju, otwartych głowach w małym kraju i o małych światach, i grach w klasy. O przyszłości innej niż ta z przyszłości i samotności wśród ludzi.
Stoisz po kolana z rzece, robisz krok który bez wątpienia cię zdziwi. Przecież nie widzisz tego głazu, który złamie ci nogę. Kiedy jednak przejdziesz, będziesz musiał wrócić na około albo wejść drugi raz. Co wybierzesz?
Opowiem Ci o piasku na stopach, o zamarzniętym zegarku, falach i dobrych ludziach. Opowiem o beznadziejnym przypadku i źle dobranych miastach. O wolności, o prawdziwej wolności i tym jak nie daleko jest szczęście.
Z sercem na środku.
Chodził tam zawsze kiedy działy się ważne rzeczy, zawsze sam, zawsze tam. Obok był mały stawik, w koło stare drzewa, a na środku ogromny pień wyciętego już dawno dębu. Ludzie mówią, że słychać było odgłos pioruna, ale nie był jasny jak zwykle, raczej świecił kolorami i błysk nie był jak migawka, raczej jak dwa lata zamknięte w kilka długich sekund - musiał to zrobić, musiał zamieszkać na strychu.
Jak każdego innego dnia Roman wspinał się po powierzchniach poziomych czerpiąc satysfakcję ze zdobywanych szczytów. Nie tak jednak wyobrażał sobie życie. Mimo wielu prób, nie mógł się rozdwoić, nie wierzył więc w to co widział i tak już zostało dla spokoju zagadki.
To był piąty dzień na morzu, flauta i błękit nieba wchodził do głów jak niechciane myśli. Warta była nie do zniesienia, ale znalazł sposób - przeniósł się do parku w niedużym miasteczku gdzieś w zachodniej europie. Powietrze lekko dawało o sobie znać, ale było raczej miłym towarzyszem, był akurat czas sjesty i czas bardzo zwolnił. Na końcu jej ławki leżał dziwny pakunek, który bez chwili zawahania został bezwzględnie rozdarty. W środku było coś, co jak uderzenie odskakującej gałązki przypomniało jej o najwspanialszej chwili swojego życia - o tej która właśnie mijała.